version: AR | EN | JP | PL

Czarny Kamień w Stambule • Black Stone in Istanbul   «

luty 2010

Chcieliśmy odpocząć od meteorytów. Od ładnych kilku lat każde nasze wakacje są z nimi w jakiś sposób związane. Niby pojechaliśmy zobaczyć Moskwę, a i tak wylądowaliśmy na wiele godzin w Muzeum Fersmana. Zwiedzanie Londynu sprowadziliśmy do przesiadywania w dziale z meteorytami w Muzeum Historii Naturalnej (NHM). Nawet w Budapeszcie odnaleźliśmy niedużą kolekcję czarnych kamieni, choć egzotyka języka węgierskiego nie ułatwiała sprawy. A urlop na Lanzarote zaplanowaliśmy tak, by podszkolić się w petrografii i szukać oliwinów (popularnych także w meteorytach). Stwierdzamy również z niepokojem, że zbyt często czaruje nas pustynia. Teraz miało być inaczej!

 

Gołębie w Stambule mają się świetnie Targ rybny nad Bosforem Trzy Gracje na Sultanahmet Czyścibut to szalenie popularny zawód

Powrót do przeszłości

Decyzję o wyjeździe podjęliśmy szybko. Klik i kupiliśmy bilety na samolot. Klik i zarezerwowaliśmy hotel w starej części Stambułu – na Sultanahmet, skąd wszędzie blisko. Klik i staliśmy się właścicielami przewodnika. Przed nami było kilka dni w tym niezwykłym mieście, ale też powrót do przeszłości. Perłą Turcji zachwyciliśmy się przed laty, kiedy znalazła się na szlaku naszych studenckich wypraw z plecakami. Byliśmy wtedy inni, zdecydowanie młodsi. Czy teraz odnajdziemy tamte obrazy z przeszłości? Czy będą równie fascynujące? Czy nie zamaże ich deszcz, który na cały nasz pobyt prognozował serwis BBC Weather? Temperatura też miała być mało zachęcająca – kilka stopni w najlepszym wypadku. Całe szczęście, że przepowiednie nie zawsze się sprawdzają!

  Stambuł (İstanbul to nazwa turecka) nas nie rozczarował. Bazylika Hagia Sophia w słońcu była tak samo monumentalna jak przed laty, pałac sułtanów Topkapi wcale nie mniej bogaty, a korzenny bazar równie mocno pachniał przyprawami. No i te tłumy ludzi – handlujące, nawołujące, zaczepiające cię na każdym kroku. Jednym słowem, miasto pochłonęło nas całkowicie, ale też nie przestało zaskakiwać. Mieliśmy okazję zobaczyć je z innej perspektywy, bo po raz pierwszy popłynęliśmy statkiem wzdłuż Bosforu. Dopiero z daleka widać było jak na dłoni ogrom meczetów i dziesiątki strzelistych minaretów. Ciekawie też prezentował się Most Bosforski... od dołu.

  Sporo degustowaliśmy. Jedliśmy tureckie pizze na cieniutkich pitach, pyszne smażone ryby, wyłowione przed chwilą z wód cieśniny, były kebaby, pieczone kasztany i dużo kawy po turecku pitej w knajpkach ze stolikami ustawionymi pośród ulicznego ruchu.

 

Zachwycające zdobienia Monumentalna Hagia Sophia Strzeliste minarety na horyzoncie W centrum miasta pod ziemią – Cysterny Justyniana

Niepozorny meczet

Tuż obok naszego hotelu przy wąskiej wspinającej się pod górę uliczce stał nieduży meczet. Na dziedziniec zapraszała półokrągła brama, a po kilku krokach kolejna. Między nimi wzdłuż chodnika ciągnął się rząd nadszarpniętych zębem czasu muzułmańskich nagrobków. Zajrzeliśmy tam pierwszego dnia, jedynie na chwilę zwabieni jakąś tajemniczością i spokojem miejsca. Obeszliśmy nie za duży dziedziniec z fontanną do ablucji. Była czynna, więc najwyraźniej ze świątyni korzystali okoliczni wierni. Ale czym był maleńki meczet wobec wspaniałości Stambułu i setek spektakularnych miejsc? Popędziliśmy więc dalej i do głowy nam nie przyszło, że wrócimy tu znowu, ale już z tym demonicznym meteorytowym błyskiem w oku.

Sokollu Mehmet Pasza Camii

Sokollu Mehmet Pasha Mosque, (Sokullu Şehit Mehmet Paşa Camii)

  Kilkanaście godzin później, na hotelowym łóżku prostowaliśmy obolałe od chodzenia nogi, przeglądaliśmy na laptopie zdjęcia z całego dnia i planowaliśmy trasę na dzień następny. Po raz kolejny kartkowaliśmy przewodnik i wpadła nam w oko informacja o naszym meczecie z sąsiedztwa. Jakże byliśmy zdziwieni, że poświęcono mu aż trzy akapity. Sokollu Mehmet Pasza Camii okazał się bardziej wiekowy niż przypuszczaliśmy. Jak na 439-latka (wybudowany w 1571 roku) wyglądał doskonale! Był o 37 lat starszy od kultowego Błękitnego Meczetu. W osłupienie wprowadziła nas kolejna informacja. Oto w nim, sto metrów od naszego łóżka znajdowały się cztery fragmenty magicznego kamienia z Kaaby. Gdyby nie środek nocy, natychmiast pobieglibyśmy tam w piżamach. Od lat myśleliśmy o tym, by dotknąć niezwykłego kamienia. Był nawet czas, że planowaliśmy wyprawę do Mekki. Ale opowieści zaprzyjaźnionych wytrawnych podróżników, że niewierni nie zobaczą Kaaby, mało tego – nie dostaną się nawet do meczetu okalającego plac na którym stoi, przystopowały nasze zapały. Rada, aby przebrać się za muzułmanów, też nie przypadła nam do gustu. I oto w Stambule, gdzieś pod niewielką kopułą skąpaną w księżycowym świetle Czarny Kamień – Hadżar mieliśmy prawie na wyciągniecie ręki. No właśnie – prawie.

Dotyk dla wysokich

Mirhab

Mirhab (arab. محراب, modlić się) – nisza na planie półokręgu w meczecie, jej położenie wskazuje kierunek Mekki.

Minbar

Minbar (arab. منبر, miejsce, skąd się woła) – kazalnica w meczecie, usytuowana na prawo od mirhrabu.

Rano owładnięci jedną myślą, przekroczyliśmy pierwszą bramę, po kilku krokach drugą. Spojrzeliśmy w kierunku wejścia do meczetu. Ciężka zielona zasłona chroniąca modlących się przed chłodnym zimowym wiatrem zrolowana była do połowy, a drewniane skrzydło drzwi otwarte. Kiedy ściągaliśmy buty przed wejściem, pojawił się miły starszy pan – strażnik meczetu. Upomniał nas, aby nie stać w skarpetkach na zimnym marmurze i zaprosił na dywany do środka. Miły – do czasu.

  Od razu przeszedł do rzeczy. Pokazał święty kamień tu, i jeszcze tam i tam, wszystkie wmurowane w ściany. Oniemiali biegaliśmy od miejsca do miejsca. Jeden znajdował się nad wejściem, w ozdobnej złotej obwódce, drugi – w mirhabie (miejsce pokazujące kierunek Mekki) także ze złotą obwódką, trzeci – w wieżyczce minbaru (imam wygłasza tu kazania) i czwarty na łuku, pod którym zaczynały się schody do minbaru. Trzy pierwsze „okazy” wmurowano wysoko i ginęły w mrokach kiepsko oświetlonej świątyni, czwarty był zdecydowanie niżej. Dostaliśmy kategoryczny zakaz robienia zdjęć, mogliśmy natomiast kupić gotowy pakiet pocztówek przygotowany zawczasu przez zapobiegliwego strażnika. Jakość fotografii pozostawiała wiele do życzenia, a tematyka odbiegała od naszych zainteresowań – detale architektoniczne i fragmenty niebiesko zdobionych kafli. Wyciągaliśmy więc szyje pod kopułę, aby do woli napatrzeć się na oryginały, niestety widać było niewiele.

  Ani się obejrzałam, jak Woreczko stanął na palcach na drugim schodku minbaru, wyprostował kręgosłup na ile się dało i wyciągnął rękę. Jakie szczęście, że Allah dał mu tak wysoki wzrost! Szczęśliwy jak dziecko dotykał, obmacywał przycięty na kształt prostokąta święty kamień. Ja nie miałam śmiałości na tak bliskie spotkanie ze świętością islamu. Zanim starszy pan zakazał, przyniosłam plastikowy taboret i stanęłam na nim dwa metry od kamienia, z nadzieją na wypatrzenie chondr, inkluzji, czegoś co potwierdzi, że przybył z kosmosu. Kamyk był za daleko, a wąskie schodki uniemożliwiały podsuniecie stołka. Niestety, jak to ze świętym bywa (nawet dostępnym tylko dla wysokich wiernych), setki palców wypolerowały go na błysk. Nikłe światło odbijało się od jego powierzchni jak w lustrze, ale widać było czarno-zielonkawy kolor okazu i drobne nierówności powierzchni. Po tych chaotycznych działaniach, wyszliśmy z meczetu. Zostawiliśmy jeszcze trochę lirów w domagającej się dłoni i osobno w skarbonce na renowację budynku. Wszystko działo się jak na przyspieszonym filmie i musieliśmy chwilę ochłonąć, aby dojść do wniosku, że żadne z nas nie wie, co tak na prawdę widziało. Czy ten niewielki meczet, który świecił pustkami miałby kryć taki skarb? Wreszcie padło zasadnicze pytanie, czy wybłyszczony kamyk to w ogóle meteoryt?

  Trafiliśmy w zgiełk miasta, by po chwili przysiąść w jakiejś knajpce na poranną kawę i jeszcze raz opowiedzieć sobie o wrażeniach minionej godziny. Do wieczora snuliśmy się od zabytku do zabytku, by znowu idealnie w porze, gdy muezin zaprasza na wieczorną modlitwę kierować się ku wymarzonym hotelowym łóżkom. Nie potrzeba nam było zegarka. Gdy uderzał w pierwszą nutę, my zawsze byliśmy przy Błękitnym Meczecie. Wieczorem ustaliliśmy plan działania A, który zakładał, że zrobimy zdjęcia w naszym meczecie! Planu B nie było.

 

Woreczko ze ″złym strażnikiem″ meczetu Sokollu Mehmed Pasza Camii Dotyk na wagę złota - warto było Dotknąłem!! A na zewnątrz spokój i ani jednego turysty Skąd Czarny Kamień w Stambule?

Cztery małe fragmenty wbudowane są w ściany meczetu Sokollu Mehmed Pasza Camii. Każdy z nich jest prostokątem wielkości ok. ~2 na ~3 cm. Kamień znajdujący się w minbarze jako jedyny można bezpośrednio dotknąć.

Kaaba

Pielgrzymi okrążający Kaabę (Wiki)

HADŻAR, Czarny Kamień – ŚWIĘTOŚĆ ISLAMU

Kaaba ( z arabskiego al-Ka’bah (الكعبة) – sześcian, kostka) to monumentalna, kamienna świątynia w Mekce w formie sześciennej budowli o wysokości 15 metrów, długości 12 metrów i szerokości 10 metrów. Jej narożniki zwrócone są na cztery strony świata. [Wiki Kaaba]

Czarny Kamień. W narożnik od wschodniej strony na wysokości 1,5 metra wmurowany jest święty kamień Hadżar (Hajar, Black Stone, z arabskiego al-Hajar al-Aswad (الحجر الأسود), co znaczy "czarny kamień"). W 683 roku podczas zamieszek wywołanych przez skłócone plemiona arabskie został on uszkodzony i rozpadł się na co najmniej trzy części (różne źródła różnie podają), dlatego umieszczono go w srebrnej obręczy. Replikę obręczy zrobioną ze złota można zobaczyć w pałacu Topkapi w Stambule. Kamień jest czarny i połyskuje czerwonawym odcieniem. Podobno pierwotnie był biały, ale pod wpływem wchłaniania grzechów i zmazywania win pielgrzymów, którzy składają mu hołd, zmienił barwę na czarną. [Wiki Black Stone]

Czarny Kamień (Black Stone)

Czarny Kamień (Black Stone) (Wiki)

  Uważa się, że Hadżar jest meteorytem lub tektytem, niektóre teorie mówią, że kawałkiem lawy. Nie ma na ten temat wiarygodnych informacji. Również bardzo trudno jest znaleźć fotografie Czarnego Kamienia – udało mi się znaleźć kilka dobrej jakości [pic1 | pic2 | pic3 | pic4] – lecz trudno na ich podstawie rozstrzygnąć jego naturę!

 

Jak głosi tradycja pierwszą Kaabę zbudował Adam po wygnaniu z raju, ale nie przetrwała potopu. Odbudował ją więc Abraham z synem Izmaelem i to oni umieścili w narożniku Czarny Kamień przyniesiony przez archanioła Gabriela – jednego z najwyższych rangą aniołów zarówno w tradycji chrześcijańskiej, judaistycznej jak i islamskiej. Ale w tej ostatniej Gabriel jest wysłannikiem Allaha a także przewodnikiem Mahometa, to on wreszcie podyktował prorokowi Koran. Już Ptolemeusz pisał, że w II w p.n.e. Kaaba była niewielkim sanktuarium. Ale to Mahomet zrobił z niej miejsce kultu Allaha, nakazał zniszczenie innych 360 bożków plemiennych, Czarny Kamień jednak zostawił. Wokół Kaaby zbudowano meczet. Czarny Kamień  to największa świętość islamu i cel pielgrzymki wielu milionów wyznawców.


Miniatura przedstawiająca ponowne poświęcenie Czarnego Kamienia przez Mahometa

Miniatura przedstawiająca ponowne poświęcenie Czarnego Kamienia przez Mahometa. Z „Historii Uniwersalnej” autorstwa Rashida-al-Din Hamadani. Mohammed Image Archive

 

Mahomet cieszył się opinią sprawiedliwego sędziego. Zyskał nawet przydomek „al-Sadiq” – prawdomówny. Dlatego poproszono go o rozsądzenie poważnego sporu. Sanktuarium Kaaba w Mekce przechodziło renowację i na jej czas święty kamień Hadżar zabrano w bezpieczne miejsce. Po zakończeniu prac kamień miał wrócić do Kaaby. Każdy z czterech najważniejszych klanów chciał dostąpić zaszczytu ponownego umieszczenia go na miejscu. Jak Mahomet rozwiązał problem? Położył Hadżar na kawałku materiału i każdy z jego rogów podał przedstawicielowi jednej rodziny. Wszyscy zostali uhonorowani. Było to w 605 roku.

 

 

 

Legenda głosi, że w momencie narodzin Mahometa, Kaabę otoczyli aniołowie. Dziadek przyszłego proroka, Abd al-Muttalib miał odkryć, że ślad stopy wnuka jest identyczny jak ten, który zostawił Abraham na Czarnym Kamieniu w Kaabie!
Reprodukcja z książki: Anne-Marie Delcambre Mahomet. Głos Allaha


Drugie podejście

Następnego ranka przyszykowaliśmy pieniądze. Odliczyliśmy określoną kwotę, dwa razy większą i trzy razy większą. Żadne z nas nie wiedziało, ile kosztuje życzliwość strażnika. Wiedzieliśmy już, że pieniądze działają cuda, nawet w tym, tak mistycznym dla nas miejscu. Ruszyliśmy w kierunku meczetu. Zdziwiło nas, że ciężkie drzwi były zamknięte. Jednak kilka par butów zostawionych po przeciwnej stronie dziedzińca przy małej medresie (szkoła koraniczna) świadczyło o tym, że ktoś tu był. Kręciliśmy się niespokojnie i oto znikąd pojawił się młody chłopak, którego zapytaliśmy o wejście do meczetu. Wykazał zrozumienie, powiedział „five minutes” i zniknął w jakiś malutkich drzwiach. Za moment pojawił się nieznany nam starszy pan. Przy brzęku kluczy myśleliśmy sobie, że może okaże się łaskawszy niż wczorajszy strażnik. Weszliśmy do środka i zadaliśmy pytanie, czy można fotografować. Znowu obejrzeliśmy szarą kopertę, która skrywała kiepsko uwiecznione detale architektoniczne meczetu. Ale my chcieliśmy robić zdjęcia sami! Pierwszy pieniężny pakiet rozwiązał problem. Starszy pan rozłożył ręce, spojrzał w niebo jakby szukając aprobaty, uśmiechnął się i pokiwał głową na zgodę. Wręczył nam jeszcze kilka wybranych przez siebie fotografii i cicho stanął z boku. Zapewne rozmyślał, jak to wieczorem wymknie się na spotkanie z kolegami przy herbacie, pieczonych kasztanach, a może nawet zapalą shishę? Woreczko zaczął zmagać się z mrokiem i brakiem punktu podparcia dla aparatu, potem błyskał fleszem na prawo i lewo, robił kolejne ujęcia i rzucał ciągle to samo pytanie – do cholery, dlaczego tak ciemno?

  Ja weszłam na drugi schodek minbaru, wyprostowałam się jak struna i wyciągnęłam rękę. Opuszkiem palca dotknęłam czarno-zielony kamyk. Wydał mi się aksamitny, niezwykły... „No jaki jest?” – zapytał Woreczko celując we mnie obiektyw. „Nie wiem, na pewno miły w dotyku” – pierwsza odpowiedź, jaka mi przyszła do głowy. „Ciekawe, co to jest?” – zastanawiał się głośno Woreczko, a ja w niewygodnej pozycji próbowałam cokolwiek wymacać. Niestety, nie mogłam powiedzieć: H5, węglak czy żelazny Wabar (datowany jest on na około 140 lat, więc chyba jednak nie!?). Zazwyczaj meteoryty oglądałam w dobrym świetle wspomagając się lupą. Macanie było wartością dodaną. Tutaj stanęłam przed niewykonalnym. Jak na podstawie dotyku sklasyfikować kamień, kiedy widać niewiele? Obydwoje mieliśmy kłopot z analizowaniem szczątkowych informacji. Woreczko obstawiał, że kamyk przypomina mu jakiś rodzaj szkliwa, może tektyt – stąd ten zielonkawy kolor i miły dotyk. Dla mnie mógłby być równie dobrze wyświechtanym chondrytem. Jednym słowem w klasyfikacji nie posunęliśmy się do przodu. Ale nie to było najważniejsze. Zawsze twierdziliśmy, że wiara zabija naukę, a teraz my-realiści uwierzyliśmy w magię kamienia i jego mistycyzm.

 

Zupełnie przypadkiem  zrealizowaliśmy marzenie, właściwie niemożliwe do zrealizowania. Dotknięcie kamienia z Kaaby stało się faktem i to bez wyjazdu do Mekki!

  Z meczetu wyszliśmy spełnieni ale z mnóstwem pytań bez odpowiedzi. Jeszcze szczęśliwi jak dzieci wieczorem targowaliśmy się o, jak zapewniał sprzedawca, najbardziej wyjątkowy dywan na Krytym Bazarze. Targu dobiliśmy. Późnym wieczorem wylądowaliśmy w mrocznej i śnieżnej Warszawie.

 

Fragment Czarnego Kamienia nad wejściem do meczetu Sokollu Mehmed Pasza Camii Powiększenia dwóch fragmentów Czarnego Kamienia. Tylko tej jakości fotografie udało nam się zrobić Fragment Black Stone nad wejściem do minbaru meczetu Sokollu Mehmed Pasza Camii Wadi dopięła swego - dotknęła Czarny Kamień

To jeszcze nie koniec

Następnego dnia wróciliśmy do świata i do... Internetu. Jakie było nasze zdziwienie! Oto w Stambule są jeszcze dwa miejsca, w których znajdują się dużo większe fragmenty Czarnego Kamienia. Pierwsze to Błękitny Meczet. Oczywiście byliśmy w nim, ale naszą uwagę zwracało światło malowniczo wpadające przez okienka pod sklepieniem i ogromne żłobione kolumny podtrzymujące strop. Tymczasem nie trzeba było zadzierać głowy tak wysoko. Wystarczyło spojrzeć we wnękę mirhabu, którą zdobiło kilka ciemnych kamieni i ten właściwy, w złotej obwódce. Co prawda barierka oddzielająca turystów od wiernych uniemożliwiała do niego dostęp, ale można go było zobaczyć, a może nawet o jakiejś odpowiedniej porze spróbować podejść bliżej. Ciekawe, że na jednym zdjęciu, zupełnie przypadkowo kamień z Kaaby załapał się w kadr!

  Kolejny fragment wbudowany jest w mauzoleum przy meczecie Sulejmana Wspaniałego. Tam z kolei skupiliśmy się na malowanym sklepieniu wysadzanym szmaragdami. Tymczasem duży fragment Czarnego Kamienia wmurowano w fasadę tego wielościennego budynku, kilka metrów nad wejściem. Ale i tu przypadek pozwolił mu znaleźć się na zdjęciu, na którym widnieje... kot i spacerująca dziewczyna. Dopiero daleko, daleko na drugim planie jest on.

 W niedalekiej przyszłości mamy zamiar wrócić do Stambułu i miejsc, które przegapiliśmy. Chcemy też sprawdzić magnetyczność Czarnego Kamienia. Właśnie, dlaczego nam to nie przyszło do głowy?

 

Grób Sulejmana Wspaniałego. Gdzie jest Czarny Kamień? Na zdjęciu znalazł się nie zamierzenie, więc trzeba bardzo powiększyć kadr... Monumentalny Błękitny Meczet. Podobno wzniesienie jego sześć minaretów uznano za taką obrazę, że niezwłocznie w Mekce dobudowano siódmy, aby już po wsze czasy było wiadomo, która świątynia jest ważniejsza. W mihrabie widoczny Czarny Kamień Błękitny Meczet. Czarny Kamień w mirhabie jako przypadkowy bohater zdjęcia...

Epilog – prawda to czy fałsz?

Zadawaliśmy sobie wielokrotnie pytanie, czy kamienie, które widzieliśmy w Stambule są prawdziwe. Czy możliwe jest, aby od największej świętości islamu ktoś odłamał kawałek (a może nie trzeba było, bo kamień w VII wieku został uszkodzony) i bezkarnie wywiózł. Dlaczego nie? Skoro udało się zgarnąć cały Hadżar i to na dwadzieścia lat. Historia mówi, że od 930 do 950 roku przetrzymywany był w przez Karmatów („bolszewicki” odłam islamu) z Bahrajnu. Warto też spojrzeć na mapę Imperium Osmańskiego w okresie świetności. Państwo zajmowało wówczas nie tylko tereny Arabii Saudyjskiej, ale i Iraku, Izraela, Syrii, Libanu, Afryki Północnej, a nawet sporą część Europy, ciągnęło się pod Wiedeń. O sile mocarstwa mówią też skarby, które zobaczymy w pałacu sułtanów w Topkapi. Obok złota w ogromnych ilościach i drogich kamieni są tu niezwykle cenne dla świata islamu relikwie: trzy jedwabne osłony Kaaby, rynny z Kaaby, miecz i łuk Mahometa, a nawet włos z brody proroka i odcisk jego stopy. Jak tu trafiły i czy były sprezentowane dobrowolnie?

  Zastanawiały nas też rozbieżności kolorystyczne między kamieniami w Stambule (czarnozielone) a Mekką (czarno-brunatny). Czy może być aż taka różnica? Ale żadne z nas nie wie, jak zachowa się kamień dotykany i całowany przez miliony ludzi od czasów... Abrahama. Te w Turcji przynajmniej od kilkuset lat są zdecydowanie bezpieczniejsze.

  Jeszcze jedna sprawa nie dawała nam spokoju. Jak duży fragment przywieziono do Stambułu? Wycięto z niego i uformowano w sumie sześć fragmentów i osadzono w ścianach w trzech różnych miejscach. Po cięciu musiały zostać kawałki i co się z nimi stało? Niemożliwe, aby zostały  tak po prostu wyrzucone. Zresztą kto wie, może w Stambule są jeszcze jakieś miejsca, do których trafił Czarny Kamień? Turcy najwyraźniej nim się nie chwalą.

Wadi & Jan Woreczko

Warto było tu przyjechać! Nieprzemijające piękno arabskiej mozaiki Za chwilę most nad Bosforem... od dołu ;-) Hen tam za horyzontem Afryka
Humory dopisują Meczety królują nad miastem Na Krytym Bazarze można kupić wszystko Arabski cmentarz
Zaraz muezin będzie nawoływał do wieczornej modlitwy Nowe i stare oblicze Stambułu

Wkrótce: galeria fotografii ze Stambułu

Podobną wyprawę do Stambułu odbył Ted Brattstrom. Na swoich stronach In search of the Black Stone of the Kaaba Hajar al Aswad an adventure through Istanbul opisał wyniki swoich poszukiwań. Można na jego stronach zobaczyć 'lepsze' fotografie Czarnego Kamienia w Błękitnym Meczecie [photo] i w grobowcu Sulejmana Wspaniałego [photo] oraz rozmieszczenie trzech fragmentów w meczecie Sokollu [photo].

Już się co nieco wyjaśniło w sprawie natury kamienia z Kaaby. W Meteoritics z 1974 roku jest artykuł o Czarnym Kamieniu. Autorzy sugerują, że jest to po prostu fragment agatu! Artykuł: Dietz Robert S., McHone John, Kaaba Stone: not a Meteorite, probably an Agate. Meteoritics, vol.9, no.2, Jun 30, 1974.

 

Side and Front View of the Black Stone of the Ka'bah (Khan 1938)

 

Źródło fotografii: Khan Mohd, A. R., On the Origin of the Black Stone on the Ka'bah. Contributions of the Society for Research on Meteorites, vol. 2, nr 1, 1938.

METEORYT 1/2010 - Czarny Kamień w Satmbule

Artykuł opublikowano
w kwartalniku
METEORYT nr 1/2010

Zobacz również

Wyjazd do ogarniętego wojną Kairu w marcu 2012 roku – Gebel Kamil.

Wyprawa do Maroka i Saharę Zachodnią – Marokański elementarz.

Arabia Felix.

Źródła (sources)

[Dietz+ 1974], [Khan 1938]

link: Archiwum obrazów – Mohammed Image Archive;

book: Anne-Marie Delcambre Mahomet. Głos Allaha; Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1996;

link: Strony Teda Brattstorma – In search of the Black Stone of the Kaaba Hajar al Aswad an adventure through Istanbul;

Wikipedia: Istanbul, Black Stone, Bosphorus Bridge, Grand Bazaar, Hagia Sophia, Kaaba, Sokollu Mehmet Pasha Mosque, Spice Bazaar, Süleymaniye Mosque, Sultanahmed, Sultan Ahmed Mosque (Blue Mosque), Topkapi;

photos: Internet, Wadi, Kasia i Woreczko;

pomoc: [meteorytomania] tomasir, webimage

 

version: AR | EN | JP | PL

stat4u
Page update: 2015-07-18 18:28